>> środa, 4 lutego 2009 13:34:18
FAKTĘPLĄCJA:
byłam na pogrzebie sąsiada i usłyszałam coś pięknego:
"Nasze życie się zmienia, lecz się nie kończy..."
w momencie śmierci nasze życie się nie kończy, tylko wchodzi w inny wymiar.
i o to chodzi;)

/filozosia ...
komentarze [0]

sesja >> wtorek, 3 lutego 2009 16:03:19
FAKTY:
staję się monotematyczna;P
psychologia z dupy generalnie;) ale 3 będzie;)
pełnam nadziei:D
teraz dziobanko do filozofii a potem w poniedziałek
mój kosmos,
moja udręka,
mój Hades,
mój trąd
i moja cholera:
HISTORIA WYCHOWANIA,
a poprawa 26 marca


KĄTĘPĄCJA:
...od wieków na wieki niech płynie Królowi pieśń chwały...
normalnie mi to siedzi w głowie.

poza tym: Bóg jest wielki, a ja malutka (a propos walki duchowej)
i
zajmuję się dziś tworzeniem błogosławionej przestrzeni ciszy wewnętrznej
(a propos Pronzato)
:)
Chwała Panu!

i jeszcze poza tym: Superego rządzi! :P
komentarze [1]

ja;) >> niedziela, 1 lutego 2009 13:37:14
szaleństwo dziś ;) dobry humor, nie wiem skąd ;)
kocham ludzi generalnie;D

Jason Mraz - "0% Interest"
for today ;)
komentarze [0]

Sesje o walce duchowej;P >> niedziela, 1 lutego 2009 03:03:18

komentarze [0]

ach... *.* >> środa, 28 stycznia 2009 23:03:53
FAKTY:
zdałam dziś pierwszy egzamin - nie jest źle;)
będzie gorzej;)
Malisz przyjął mnie w pozycji "na Malisza" xD
tzn. siedział w pozycji frontalnej, ja na krześle obok i rozmawialiśmy o Amosie...
iście ożywiona dysputa... ;D
poza tym był miły i dał mi do zrozumienia,
iż mnie już kojarzy mailowo-nazwiskowo,
serce me rośnie:D

poza tym byłam w kinie na "Opowieściach na dobranoc"
- film nie spełnił moich wygórowanych oczekiwań,
za to towarzystwo było przednie, dziewczęta moje boskie ;*
cudem uniknęłam pogryzienia przez Jędrusia, ale Anna mnie zaciekle broniła...
tylko biednych widzów mi trochę żal, bo na pewno wieśniacko im przeszkadzałyśmy...
ale sory, na takim filmie nie można inaczej;P

Jutro: meeting z Juicy!!! *.*
szkoda że Miś nie może;( jeszcze będzie okazja! ;)

KĄTĘPLĄCJA:
znowu zawieruszenia sercowe...
ręcami i nogami się powstrzymuję, ale jak to ma Jędruś w opisie
"serce chuligan bo bije po ciemku"
- ślepota sercowa dokucza i niestety...
mimowolnie się angażuję... a nóż widelec... lol!
i teraz mam wrażenie, że moje teorie na temat zauroczeń upadają w momencie, kiedy zaczynają dotyczyć mnie -
booo: zawsze wszystkim wmawiam, że zauroczenie jest przyjemne i wartościowe, niezależnie od tego czy zakończy się pomyślnie, czy nie; że zawsze to ubogaca i daje w rezultacie pozytywne efekty w duszy człowieka.
natomiast w momencie, gdy dotyka mnie,
to mój światopogląd ulega zmianie
i wolałabym nie czuć, niż czuć bez wzajemności.

tak oto z radosnego humoru pomaliszowego przeszłam do dołeczka małego... takiego... kontemplacyjnego...
OCH i znowu: PATHETIC.
komentarze [2]

kolejny etap >> wtorek, 27 stycznia 2009 00:33:36
sesję tygodniami się mierzy.
teraz trwa tydzień biomedyki i pedagogiki ogólnej.
potem będzie tydzień psychologii i filozofii.
potem będzie tydzień historii... a właściwie tylko poniedziałek;)

potem tydzień wolnego (+to co zostanie z tygodnia historii)
i powrót.

no i nie jest tak strasznie jak miało być.
chociaż z biomedyki ledwo zaliczę,
ale wychodzę z założenia, że jak coś jest nieprzydatne,
to byle zaliczyć...
i tak dużo się nauczyłam.

co do emocyj:
mhmhmm mandolina brzmi;P
bo to Goszy wina! :P
no ale "jakkolwiek by nie interpretować..." ;P
w ogóle Krzysiu mnie kocha i ja go też...
ale nie o nim mowa;P

mandolina brzmi...
komentarze [0]

sesyjaa >> środa, 21 stycznia 2009 22:12:39
no i już mi minął okres
zapaści nerwowej przedzaliczeniowej,
napisałam dwa kolosy jednego dnia...
z całego semestru...
miała być przedwczoraj notka rozpaczliwa,
ale mylog też miał zapaść i mi ją zeżarł
więc frustracja sięgnęła zenitu...
(edited) nie zeżarł jednak;P (/edited)
ogólnie było marnie, ale już jest spoko;)
w przyszłym tygodniu dwie rzeczy...
w tym ustna pedagogika u Malisza *.*
jutro idę do lekarza ...
znowu mi chyba na krtań padło,
dlatego dziś sobie ustny odpuściłam (i pisałam)...
dzięki temu moja ocena została uratowana,
bo leniwy Łukasz nie robił opisówki;)
\o/ chwała Panu! \o/

koniec informacji, teraz
refleksja i kontemplacja.
mam mieszane uczucia Juicy,
bo generalnie czuję się nieco zaniedbana,
i musisz wiedzieć co ja czuję,
bo przerabiałaś to sama z Kasią Z.
i nie chodzi mi o spotkanie, bo wiem, że sesja,
zresztą sama nie mam czasu na spotkanie,
ale chodzi mi ogólnie o uwagę Twoją...
i ja wszystko rozumiem, też musisz to wiedzieć,
bo wiesz jak stawałam w obronie Kasi.
ale mimo wszystko...
pustka niewielka jest.
poddaję to teraz Twojej refleksji.

kocham, ale to tylko słowo.
pa:*
komentarze [0]

sesja >> poniedziałek, 19 stycznia 2009 21:21:50
póki co zaliczenia...

póki co specjalizuję się w
czasumarnowaniu
i ogólnie kapa, bo powinnam się zabrać za tę pedagogikę ogólną
ale mi się nie chce...
i wyszukuję każdą możliwą rzecz,
której robienie usprawiedliwi nierobienie pedagogiki.
PATHETIC!

teraz np. piszę notkę.
kapa kapa kapa kapa

nic mi się nie chce
mam wrażenie, że za lekko do tego podchodzę
że Łukasz musi mi dać po dupie i wreszcie się do czegoś zabiorę...
ale ja nie chcę po dupie od Łukasza...
ale na piątkę chyba musiałabym zacząć chodzić na rękach i recytować ustępy z "Wielkiej dydaktyki" Comeniusa...

i feel blue
PATHETIC!
komentarze [0]

... >> niedziela, 2 listopada 2008 14:31:35
czuję się dziś śmieszna... pewnie taki nastrój wywołało
przedawkowanie cukrowych truskawek,
ale to nie zmienia faktu,
że mi źle...
PATHETIC!
oczywiście, jak to zwykle w takich chwilach,
moja rozszalała psychika
+ nieokiełznane kompleksy
zaowocowały dzikimi shizami,
których nie mogę się pozbyć
żadnym zdroworozsądkowym
i logicznym rozumowaniem.
w ogóle pojęcie "rozumowanie"
nie ma ze mną dzisiaj nic wspólnego.

mam ochotę zasnąć
i obudzić się dopiero jutro,
może by mi przeszło...

serio, jak się niedomaga na wszystkich poziomach egzystencji to można wpaść w niezłego doła! ale będę idealistką w moim osobistym pojęciu i chwycę się dmuchanej kaczuszki jak koła ratunkowego i będę miała nadzieję, że wszystko się zmieni.

tymczasem idę spać
komentarze [0]

ha >> niedziela, 5 października 2008 22:49:58
rozmawiałam z Misią na temat: "Po co ludziom blog"
(czy jakoś tak)

no i się zastanowiłam.
dla mnie to przede wszystkim miejsce, gdzie się mogę wypowiedzieć.
nie chodzi mi o wypowiedzi na jakieś szczególne tematy - zresztą widać gołym okiem, że ten mój blog to żadna publicystyka;P

ale po prostu: nie muszę gadać sama do siebie przy zmywaniu, tylko mogę to napisać i czuje się bardziej normalna. chociaż moja przyjaciółka jest daleko, nie muszę zachowywać dla siebie jakichś tam rzeczy, tylko w taki sposób mogę je wyrazić. i na serio nie jest dla mnie ważna ilość komentarzy, ani ile osób przeczyta moje wypociny (nie mniej jednak daję ludziom szansę przeczytania tego)
- tak naprawdę ma to taki sens trochu terapeutyczny -
jak ten chłopak, który poszedł do "Mam talent" chociaż nie umiał śpiewać, ale chciał pokonać nieśmiałość i nie martwił się, że wszyscy się z niego śmiali.

o to właśnie chodzi
...
komentarze [0]

STUDIAAAA >> czwartek, 2 października 2008 20:06:41
No i zaczęło się;)
Na razie ogólna dezorientacja
i nieznanie nikogo
poza kilkoma pannami.
Nikt nic nie wie,
nikt nikogo nie zna,
nikt nic nie kojarzy...
I jeszcze pan doktor,
który wyznaje filozofię, że studia są po to,
byśmy nabrali wątpliwości, a nie pewności
(bo pewność ma ten, kto nic nie wie).
Sercem się z nim zgadzam, ale chciałabym żeby było inaczej.
Żeby wiedza dawała pewność.
Ale życie jest inne, niż byśmy chcieli.

A pan doktor z TI nazwał mnie Skarbeczkiem.
Nie wiem czy mam się cieszyć czy bać;P
Już wolałam, jak stary rektor nazywał nas dziećmi na próbie.

Lubię robić notatki. Od zawsze.
Ale jak słyszę słowa:
"paradygmat"
"aksjologiczny"
"kasandryczny"
to mnie mrozi.
aaa i jeszcze "fenomenologia" ...
Jedyna filozofia, o której czytałam i jej nie zrozumiałam...
Cóż...

Kkkoniec.
(nawiązując do p. G.)
komentarze [0]

nieco poirytowana >> poniedziałek, 15 września 2008 19:21:10
jak to jest, że ktoś się z kimś umawia, nie na jakieś głupie pogaduchy ale na poważne rzeczy, a ktoś to olewa i jedzie na imprezę?

ira została połową muzycznej, cieszy się z tej funkcji i od dwóch tygodni chodzi po domu z gitarą i zdziera naskórek na opuszkach palców lewej dłoni... aż mi się to zaczęło nudzić...

właśniee! niezmierzona nuda mnie dręczy i nie wiem co z nią zrobić. już zaczęłam nawet sprzątać swój pokój!
a to już jest szczyt;)

widziałam "Eternal Sunshine of the Spotless Mind"
(jakiś idiota przetłumaczył to jako "Zakochany bez pamięci")
jestem zachwycona.
szczególnie trafiło do mnie hasło: "Dlaczego zakochuję się w każdej napotkanej kobiecie okazującej mi zainteresowanie?" - nigdy jeszcze nikt tak nie podsumował moich uczuć (tyle, że do mężczyzn)
i jeszcze jedno, niezwiązane z moim życiem osobistym;)
"Jesteśmy jak te pary, którym współczujemy w restauracjach"
świetne!

koniec
komentarze [0]

Boży czas >> niedziela, 31 sierpnia 2008 11:33:52
Dawno nie pisałam! A działy się takie piękne rzeczy! ;)

Najpierw rekolekcje: 1-17 sierpnia z Panem Bogiem:) wielki czas Bożej łaski, działo się tak wiele, że nie potrafię nawet wymyślić o czym tu napisać;) to co odkryłam: prawdziwe powołanie do Ruchu; moje zniewolenia, z których Bóg mnie wyzwolił, teraz tylko muszę pracować nad sobą, niby łatwo się mówi, ale nie wiem jeszcze jak mi pójdzie. ważne jest dla mnie tylko to, że Bóg jest ze mną w tej duchowej walce, mam taki artefakt;P
Nauczyłam się oddawać wszystko Panu, nawet najmniejszą pierdołe.
Och, dużo by opowiadać, co przeżyłam to moje, może Wam kiedyś opowiem osobiście;P

A pielgrzymka: po pierwsze wielki sprawdzian mojego wyzwolenia. Zdany na 4+ ;P ale przynajmniej teraz mam świadomość i pamiętam o tym, że muszę być czujna. owoce pielgrzymki? jeszcze nie wiem... zobaczymy! ;)

zdjęcia na fotoblogu, parę. z rekolekcji nie zamieściłam jeszcze nigdzie.
komentarze [0]

dygresja >> niedziela, 27 lipica 2008 20:56:50
mama:
- powiedz mi, czemu ty zmywasz w tym samym stroju, w którym byłaś w kościele?
tata:
- mogłaś jeszcze buty założyć...
mama:
- i tą białą bluzkę i srebrną odznakę Mickiewicza.

Gosh!
komentarze [0]

po burzy >> niedziela, 27 lipica 2008 20:51:23
Ja nie jestem zabobonna, ale to naprawdę było dziwne...

SMS Juice z godziny 15:03
"Piorun walnął w piorunochron budynku naprzeciw mojego okna. Huk był nieziemski, aż podskoczyłam"
Moja odpowiedź z godziny 15:06
"Superprzeżycie, też tak chce"

Około godziny 15:35 siedziałam w kuchni i czytałam Saint-Exupery'ego.
Nagle, bez żadnego błysku ostrzegawczego, usłyszałam wielki huk, przeciągający się na kilka sekund.

Mój SMS z godziny 15:37
"Walnęło gdzieś blisko, pierwszy raz się tak przestraszyłam"

Zaraz potem zaczęło błyskać i grzmić - już całkiem normalnie. Przyszła mama i zajęłyśmy się obiadem. Ulewa rozhulała się na dobre.

W pewnym momencie spojrzałam za okno, za zewnątrz nic nie było widać - tak gęsto padał deszcz. Silnie wiał wiatr i mama poszła pozamykać okna. Ja wyjrzałam na zewnątrz i stwierdziłam "coś tu za jasno". Wyszłam do altany i zobaczyłam, że wiatr złamał gałąź z orzecha. Na ziemi w altanie porozrzucane były odłamki potrzaskanych kufli. Mama zauważyła, że plexi-okno w ścianie altany było całe potrzaskane. Okazało się, że orzech odchylił się o 3 centymetry na południe i oparł swoje gałęzie na materiałowej altance sąsiadów, pociągając za sobą naszą altanę. Wyrwał dwa słupy, na których była oparta, razem z betonowym zbrojeniem ok 50cm w głąb ziemi - wisiały na wysokości 20-30cm. Pękła jedna z belek, które tworzyły konstrukcję dachu. Korzeń orzecha podniósł betonowe płytki, tak, że pojawiły się między nimi szpary. Po całym podwórku walały się płyty styropianowe, którymi ocieplamy dom.

Tata przyjechał już po burzy. Pierwsze co zauważył: "coś tu za jasno". Reszte pokazałyśmy mu my.

SMS Justyny ok. godziny 18:00
"Chciałaś, to masz"

...
komentarze [0]

usta pełne słów, głowa pełna myśli... >> poniedziałek, 21 lipica 2008 20:17:05
...chociaż czasem wolę pomilczeć.

dziś nastrój melancholijny wywołany wizytą w szpitalu.
babcia leży, męczy się. ale wyzdrowieje. na pewno!

Od dziś mogę spokojnie powiedzieć, ze jestem panią studentką;)
(pierwsza na liście;P)
Wprawdzie indeksu jeszcze nie mam,
ale już złożyłam ostateczne dokumenty
i oto jestem - pani Cogito i ergo i sum:P

póki co się nudzę, bo nie mam co robić, bo chciałam dziś pobuszować w Retro a mama mnie ściągnęła na litość do domu, bo brzydka pogoda i Moni do sklepu nie weźmie; bo babcia, bo Juice dawno nie widziałam, bo nikt mi nie komentuje fotobloga, bo ogólnie social suicide i w ogóle.

Kanar pisze z Readingu, nie, wcale nie pojechał tam na Love Parade, tylko żeby mi kupić bluzkę z kotkiem, tęskni i się podli, ale tego nie komentujemy.

Tomek się męczy z tą swoją dziewką, ja nie wiem co on w niej widzi, nie pisze ostatnio więc chyba jest szczęśliwy, miłość jest ślepa ja wiem, ale ja bym się tak nie dała, co tam, jego sprawa sprawa sprawa...

taki sobie strumień świadomości, mam ochotę na joyce'a, może się skuszę, póki co idę, może coś spłodzę w tych czarnych literkach na kratkowanej kartce, nie oceniajcie mnie po głupiej notce, zachciało mi się alternativu;)

poszła.
komentarze [2]

... >> wtorek, 1 lipica 2008 20:05:11
tak wiele do powiedzenia.

nie zacznę chronologicznie, bo mi się nie chce myśleć wg ustalonej logiki tego świata i historii.
Przede wszystkim zdałam maturę, i to z tak pięknymi wynikami, że do tej pory, jak o tym pomyśle to sikam w majty z radości. Nie martwie się studiami.

Pracuję.
Doszłam do wielu zaskakujących może i daleko idących na pewno wniosków, takich jak: najtrudniejsze do opanowania urządzenie biurowe: ZSZYWACZ. ręka boli jak cholera (chociaż nie wiem jak boli cholera, ale co tam:D na pewno mniej niż ta ręka:D), a te głupie zszywki nie chcą się przesuwać. to chyba wina zjełczałej sprężynki w środku... :) nieważne.
kolejna z trudnych rzeczy w biurze to wysyłka poczty. nie dość, że trzeba odpowiednio złożyć dokument, to jeszcze odpowiednio włożyć do koperty, żeby adres pojawił się w foliowym okienku i porządnie nakleić zwrotkę - nie do góry nogami. Powinni do tego zaprojektować jakies maszyny... jak powiedział K.G. : "pewnie jakieś już są, ale w urzędzie są skąpi i nie chcą kupić" :) póki co, zatrudniają do tego specjalnych ludzi - u nas to jest Jacek, jak pracuje to nie mówi, chociaż ostatnio przemówił do mnie, nawet żartem zapuścił:D:D
"pani ola ma do ciebie jakąś pracę"
"to mam już iść?"
"nie, tak szybko ode mnie nie uciekniesz"
albo "tak szybko cię nie wypuszcze"
- fantazja nie pomaga przypomniec sobie prawdziwej wersji, ale na pewno jedna z tych dwóch:)
na szczęście pomagałam mu tylko dwa razy, więc nie było tak źle:)
Mam w pokoju 2 panie: Olę i Asię, i 2 dziewczyny: Edytę i Agnieszkę. jest jeszcze Celina, ale jej gatunku nie rozpoznaję - wygląda na dziewczynę, ale jest w niej trochę z UFO, więc nie jestem pewna na 100 proc.
Są i poborcy: Piotrek, Zbyszek i Wiesiek. Wiesiek jest boroczny, ja się uśmiecham a on nie;D Piotrek śmieszny, wydaje się być infantylny jak opowiadał o euro albo czymś tam innym, ale nie wiem;) a zbyszek mi dzisiaj powiedzial (po pracowałam u niego na komputerze):
"już skończyłaś? ale przyjdziesz tu jeszcze?"
"zastanowie się"
"o jak ostro mnie potraktowałaś"
"trzeba zachować odpowiedni dystans" :D:D
podkreślam, ze zbyszek ma żonę i dzieci:D
Jest i pan Wotek - boss:D Dziś osobiście pojechał do banku po moją wypłatę, bo w kasie US brakło gotówki;) fajny jest;)

Jest jeszcze moja Justynka - już nie w pracy:P Kochane to stworzenie, pisze do mnie listy miłosne;P
No i Misia, always somewhere there;P

Koniec nudzenia;) pozdro dziewczyny
komentarze [0]

ja się nie wzruszam?! >> piątek, 6 czerwca 2008 21:42:26
Moja siostra powiedziała mi ostatnio, że się nie wzruszam... Ale mnie to dotknęło... Bo wcale tak nie jest. Tylko, że ona ma, jakby to powiedzieć, zakrzywiony obraz mojej rzeczywistości, ściślej mówiąc - niepełny. Bo tak po prawdzie - to ten blog, nie oszukujmy się, jest strasznie wybrakowany - nie ma w nim bieżących informacji, już o opisie moich emocji nie wspominając. I to może też robić wrażenie Iry-Terminatora vel Drewnianej Kłody:)
Ale ogłaszam wszem i wobec: nic we mnie z nieczułego babska, które się niczym nie przejmuje. takie zresztą były tylko niektóre pielęgniarki które robiły mi zastrzyki z B6...
Jeśli już mogę jakoś wytłumaczyć to, że obce mi są stresy w trudnych sytuacjach: połączenie ufności Bogu i wyrobionej w sobie cechy olewajstwa:) będzie jak będzie - ja zrobie wszystko co w mojej mocy, ale nie ma sensu się nerwować... Pomijając, że w sytuacjach np jak matura jestem poprostu dobrze przygotowana. Chociaż na ustne miałam niezłego stresa - osoby obecne przy mnie w szkole mogą potwierdzić. Ale jakoś poszło... Poza tym sukcesy też nastrajają pozytywnie... ;)
Poza tym myślę, że taki brak specjalnego emocjonowania się jest we mnie tylko w sprawach, nazwijmy je, zawodowych;) Bo jeśli chodzi o sprawy osobiste - przyjaźnie itp to wcale nie jestem taka naturalna i bezstresowa... Bardziej odpowiednie określenie w tej sytuacji: niepewna i zalękniona. A to mi na zdrowie nie wychodzi...
Wszystko jednak ma swoje przyczyny - patrz dzieciństwo... Koniec na ten temat.
Zatem nie jestem jak bohaterka Agaty Buzek z "Teraz albo nigdy"... chyba;)
dobranoc.
komentarze [1]

leeetni czaas >> poniedziałek, 2 czerwca 2008 22:16:06
Ira była w parku ^^^
Ale nie, nie sama;)
Z Misią i Juice!
Świetny czas.
Było gorąco, słonecznie,
przygodnie i przestrasznie.
W cieniu, na kocyku, w zagrożeniu żmiją, w towarzystwie obmacującej się pary i pijaka pływającego w stawie (lokalizacja: Park "Górnik" !!!) a także przyjaznych psów, które chciały nam wyjeść ciacha, i uciekającego ptaka... ;)
Jadłyśmy ciasteczka
i rozmawiałyśmy na tyyyyyyyle tematów!

Byłam naprawdę szczęśliwa mając pod ręką (i aparatem) moje dziewczęta!

Potem huśtawki, karuzele
i tego typu urządzenia z ograniczeniem do 30 kilo;P
Potem jeszcze Juice się u mnie wysikała;P To był gwóźdź programu oczywiście;P

Ponadto wieczorny wypad na dzień wspólnoty do Krzyża
-
nudy na pudy,
nie licząc pani z czerwonymi włosami
intonująąąceeeej pieeeeeeśniiii
i modlitwy rozpaczliwym krzykiem... ;P
Zapewne jakaś miejscowa charyzmatyczka
^^^

A potem... *.*
Spacer do domu przez park...
(lokalizacja: Park "Górnik" again)
Z Dorotką, Kasią i Mateuszem vel Motylem
I sesja zdjęciowa, słaba niestety jakościowo
ale przesłanie ponadczasowe i przecudne:
BAW SIĘ NARODZIE NA SWOICH HUŚTAWKACH!
;P opiekunowie dzieci bawiących się w tym samym czasie
chyba nie byli zadowoleni przesadnie
z naszej obecności,
...zajmowaliśmy najciekawsze rzeczy;P
ale heloł!
po dobranocce porządni rodzice kładą dzieci spać
a nie włóczą się z nimi po parku...
cóż każda wymówka jest dobra,
żeby iść do parku na piwo...

wróciałam szczęśliwsza;P

I tak minął wieczór i poranek - dzień piąty:P

Irma (ukłon w stronę Lecha)
komentarze [0]

after... never the same;) >> wtorek, 27 maja 2008 14:06:26
after what? koncert
Czesław Śpiewa z okazji
siódmych urodzin Ultramaryny.

Było świetnie!!!
Pomijając godzinne opóźnienie
i ból głowy spowodowany brakiem tlenu.

Czesław jest miłym, skromnym i szalonym człowiekiem.
Strasznie nieporadny jak na swoje 28 lat;D
ale za to jest doskonałym showmanem.
Gubił się w grze na organach,
ale zupełnie się tym nie przejmował;)
i nie wiem jak to robił,
ale nikt się tym nie przejmował:D
publika szalała!
każdą piosenkę zaprezentował inaczej
niż była nagrana na płycie,
czego jednakowoż wymagały warunki, bo grał sam.

po koncercie
udało mi się zamienić z nim kilka słów,
a nawet jakaś laska zrobiła nam zdjęcie;)
nie wiem tylko czy to zdjęcie dostane;D

never the same.
w czerwcu idę znowu na jego koncert w Mega.
nie podarowałabym sobie;)

koniec.
a ja się nudzę, ale w czwartek będę w końcu pracowała nad kroniką
a w piątek odwiedza mnie PIĘT, moje słońce Peru;)

koniec definitywny.
Ir
komentarze [1]

już 60% matury za mną >> wtorek, 13 maja 2008 13:54:51
Dziś odbębniłam angielski.
20/20, jakoś leci;D
było śmiesznie,
najfajniejszy był zestresowany łukasz...
;P

jutro czeka mnie matematyka...
ciekawe co tam znowu wymyślą...
ale lajt
dziś może zrobię parę zadań
jak mi się będzie chciało... ;)

totalny zawias myślowy
moje jedyne przemyślenia
dotyczą jakże ważkiego kłopotku:
jak to się stało, że w weekend wyżarłam całą nutelę?!

no cóż bywa...
;)

postraffiam!
komentarze [0]

pfff >> niedziela, 11 maja 2008 03:01:23
Juice założyła bloga;)
(http://www.photoblog.pl/pient)
ale to i tak ja byłam pierwsza;)
zupełnie inny od mojego,
jak na razie dużo bardziej refleksyjny...
zobaczymy, zobaczymy;)
jak sie zacznie
schizowanie
to po blogu:D

Ir się jakoś trzyma chociaż nuda mu doskwiera...
We wtorek ustny angielski...
w środe matma...
MASAKRA - nie chce mi się;)
nostress;)
(o żesz mi się happysad przypomniał;)

porobiła nowe zdjęcia: www.photoblog.com/lenkailenka
...w piwnicy (!)
czego się nie robi dla sztuki
PFFF :D

"już noc, już sen..."
jasne!

mam ochotkę na głupotki
ale nie mam weny...

zaczyna robić projekty mojego własnego,
osobistego ekslibrisu.
mam na razie tylko napis:
Ira :D
Będzie cudny.
Tylko mama musiała mnie uswiadomić,
że ekslibris to
nalepka, a nie pieczątka (lol)
przynajmniej bedzie widoczny na kolorowych stronach:D

Zatem idę spać,
bo mnie mama zaraz zlinczuje;)

"Ja śpię, lecz serce me czuwa"
Ir
komentarze [0]

oj dawno dawno >> piątek, 2 maja 2008 19:58:20
dawno mnie tu nie było...
od jakiegoś czasu po wklepaniu mojego adresu
pojawiała się informacja:
blog został porzucony przez swojego właściciela.
zupełnie
jakby to było jakieś żywe stworzenie...
u mnie natomiast nastąpiło
zmęczenie materiału...
dotychczas zajmowałam się
robieniem zdjęć i tworzeniem fotobloga,
podciąganiem ocen do nagrody,
poza tym matura za pasem,
i choć wcale jakoś specjalnie się nie uczę
to jednak ma się jakieś poczucie,
że nie należy zajmować się pierdołami.
dlatego też dziś cały dzień
oglądałam Dra House'a na AXN
- puszczają całą serię w dwa dni -
serial przedni,
najlepszy moim zdaniem obok Chirurgów.

Swoją drogą wczoraj do 3 nad rańcem
czytałam "Udrękę i ekstazę" Irvinga Stone'a
- książkę biograficzną o Michale Aniele.
Doprawdy, uczę się do upadłego;)

Zaczęła się nowenna do Ducha Świętego.
Zobaczymy jak mi pójdzie...

jak widać wena nie taka jak przed laty
(w zamierzchłych czasach liceum) :P

przydałaby się jeszcze jakaś imprezka;)

Adios Tomaty.
Ir


komentarze [0]

nareszcie! >> niedziela, 20 stycznia 2008 10:43:57
Kupiłam aparat. Nie jest to wprawdzie mój wymarzony Nikon D40, ale też dobry Olympus SP510 UZ, tyle, że to nie lustrzanka. Póki co się bawię, a rezultaty można zobaczyć na stronie www.photoblog.com/lenkailenka
Zapraszam do komentowania.
komentarze [0]

NOWY WIERSZ:D DUŻO POWIEDZIANE >> środa, 16 stycznia 2008 18:46:33
- a co masz na dziś?
- alegorię.
bo z poezją jest jak z kupą.
raz idzie ciężko
i musisz się nieźle skupić
żeby cokolwiek wyszło
a kiedy indziej
samo leci, że ho!
- o Jezu.
komentarze [0]

studniówka. >> wtorek, 15 stycznia 2008 10:28:49
masakra. nie studniówka ale dzień poprzedzający ją.
Słowa klucze:
- rozszerzona matura
- wysokie obcasy
- Czeladź
- piechotą
- centrum handlowe
- torebka
- poszukiwania
- 10 minut (zimy)
- przesiadka
- powrót do domu
- spóźnienie
- jego krnąbrność
- woda+dywan

Tak w skrócie wyglądał mój dzień - zakończył się niezłą załamką...
W piątek było już tylko lepiej;)
Studniówka sama w sobie
nie była jakimś tam wielkim cudem
czy czymś tam,
ale wybawiłam się,
wytańczyłam,
wyśmiałam,
poszłam na całość - odcięłam ramiączka z sukienki:D
nikt na szczęście nie miał takiej samej:D
wróciłam do domu o 5:OO
i musiałam WSZYSTKO opowiedzieć rodzicom:D
bombastycznie:)
i jedyne co chcę powiedzieć:
KOCHAM CIĘ KLASO MA!

koniec.
komentarze [0]

KONIEC ROKU! >> poniedziałek, 31 grudnia 2007 13:36:23
Ale zanim o tym - muszę się do czegoś przyznać... długo mi to zajęło - ale... była taka sytuacja, że miałam wrażenie, że wszyscy mnie oszukują, mają w dupie itp.. doszłam do wniosku, że problem tak naprawdę był we mnie. To ja byłam samolubna i chciałam, żeby świat kręcił się wokół mnie - nie potrafiłam zrozumieć, że inni mają swoje problemy, które nie dotyczą mnie i jeśli ich zachowanie mnie dotknęło, to nie było to celowe, i że tak naprawdę... w sumie mogłabym jeszcze tak pisać i pisać o tym, ale chodzi o to, że już nie jest to problemem dla mnie.

haha sylwester! Ir sie pobawi. ale mam też ogromne dylematy natury moralno-martyrialnej i normalnie zaraz mnie szlag trafi bo sie męczę sama z sobą... nie wiem czy na tej imprezie powinnam pozwolić sobie na alkohol. zastawiam się, czy to, że się napiję, zmieni coś w postrzeganiu mnie przez moich przyjaciół? Co jest większym świadectwem - abstynencja w związku z wiarą, czy umiarkowane picie w pogodzeniu z wiarą? Mam świadomość tego, że przez wielu z nich jestem postrzegana jako dewotka, czy więc takie zachowanie nie zmieni tego obrazu na lepszy? Ale czy ktoś, mający mnie za osobę prawą, uczciwą, pobożną, nie zmieni tego obrazu na gorszy? Masakra... Z osobistego punktu widzenia, jest dla mnie głupim rezygnować z czegoś, czego się nie zna - trzeba spróbować, zanim się wyda osąd i podejmie jakąś decyzję. Ale przecież nie zacznę imprezy od uzasadnienia swojego zachowania... masakra!

Roku pachnącego goździkami i mamałygą!
Ir
komentarze [0]

buahahahaha >> piątek, 21 grudnia 2007 21:32:24
Ir wszedł w wiek dorosłości ze śmiechem w ustach,
bo jakże by inaczej;)
kurcze blade, to co ja teraz mogę?!
WSZYSTKO!
:D hehe nie ma tak dobrze,
prezydentem nie mogę być...
MASAKRA, a miałam kandydować:D:D:D

no no, teraz się zacznie - imprezy, libacje,
"sex, drugs & rock'n'roll" :D

...

otrzeźwiej.
nic się nie zacznie, bo nic się we mnie nie zmieniło.
dalej jestem tym małym
Dzwoneczkiem,
który będzie biegał po korytarzu
i wykrzykiwał nieskładne hasła:
"Masz te mikrofilmy w tamponach?!",
który będzie się śmiał w głos z głupich żartów
i będzie się przekomarzał z
KsięciemKamem... ;D
NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO!

i wcale nie mam zamiaru żyć mądrze, poważnie, z klasą, czy jakkolwiek to nazwać.
człowiek musi się z tym urodzić
- ja urodziłam się z wielkimi płucami,
by łapać powietrza ile wlezie,
a nie zamykać się w izolatce
- nie bójmy się tego słowa -
BABILONU!
a tak!
mój świat jest gdzie indziej.
a w ogóle
(according to some letter of St. Paul)
jestem z innego świata;)

szkoda tylko,
że dalej tęskni do tego, co nieosiągalne...
(down in the dumps).
myślałam, że już się skończyło
gupie mrzonkowanie...
a tu PUPA, a raczej GĘBA...
a te oczy...
MASAKRA!


happy - sad - jakoś przeżyje.
Ir-racjonalna do potęgi.
komentarze [1]

I ain't dead yet! >> sobota, 1 grudnia 2007 19:01:29
No i mam to zapalenie krtani... Siedzę w domu, a z ust zamiast słów - rzężenie. masakra, w sumie od mniej więcej tygodnia nie słyszałam swojego normalnego głosu, a to co słyszę, raczej mnie nie kontentuje... nie wiem kiedy będę mogła normalnie śpiewać...

Nie chce mi się czytać tego durnego Freddy Durkee, dziwne to i bez sensu, jak dotychczas podobały mi się wszystkie lektury jakie czytałam, a to ni w pięć ni w osiemnaście... ha i to przesłanie książki, które jest jasne od samego początku... i czytaj tego 200 stron!

Mam ostatnio jakieś fazy poetopodobne, ale na razie mnie nic nie zmusza do piśnięcia czegoś... Nie wiem czy to dobrze dla świata czy nie ;)

Wybory Misek Świata jak zwykle upolitycznione. Ale żeby do tego stopnia? Jak można było wybrać kandydatkę gospodarzy?! i to jeszcze taką, za przeproszeniem, kwokę, która plącze się w czterdziestosekundowej wypowiedzi na swój temat!! pathetic!
(tak, nuda zmusza człowieka do oglądania różnych rzeczy, że nie wspomnę o powtórce z BigBrothera... --posypuję głowę popiołem--)

Póki co mam wszystkiego dość i wcale nie mam ochoty wracać w poniedziałek do szkoły...
Koniec.
komentarze [0]

dobrze mi. >> sobota, 17 listopada 2007 21:22:50
i tyle.
komentarze [0]

© lenkailenka